Rytmicznie.
Wpadłam w rytm i codziennie spędzam na siłowni 1,5 godziny. Jest to czas tylko dla mnie. Mogę spokojnie tonąć we własnych myślach. Wysiłek fizyczny zaś sprawia mi ogromną przyjemność.
W sobotę.
Zamierzałam poleniuchować,ale nic z tego. Obudziłam się kompletnie wypoczęta i wszelkie próby choćby zwykłej drzemki spełzły na niczym. A wczoraj planowałam, że nie wstanę z łóżka wcześniej jak o 10.00. Nagle więc sobota mi się znacząco wydłużyła. A może zacząć od siłowni. Zgodnie z wcześniejszym planem stałam się posiadaczką rocznego karnetu. No, jak dotąd tylko posiadaczką, bo posiadam tylko karnet. Potrzebuję jeszcze sportowego obuwia, ale gdyby przetrzepać szafy, to jakieś tam buty znajdę. Znalazłam. Nie było więc wymówki i udałam się na siłownię. Godzina na bieżni i pół godziny rowerkiem. Ten rower to ja niespecjalnie lubię. Ale, żeby nie było,żem leń, zawzięłam się. Stwierdzam, że bardzo potrzebowałam ruchu. Czuję się świetnie!
W zdrowym ciele...
Chyba znów zacznę chodzić na siłownię. Kiedyś biegałam codziennie i byłam naprawdę zadowolona. Potem przestałam i to był błąd. Zdecydowanie lepiej się czułam, gdy kilka godzin w tygodniu spędzałam na bieżni. Jutro spróbuję nabyć karnet.
Wybieram być.
Jestem szczęśliwa. Każdego dnia budzę się spokojna, zadowolona, spełniona. Cieszy mnie spacer,podczas którego zauważam, że już jest jesień, wspólne zakupy, planowanie kolejnych dni. I nie oczekuję niemożliwego. Ba, chyba nawet nie mam specjalnych oczekiwań. Ważniejsze jest być niż mieć.
Właśnie się obudziłam. Za oknem szarawo i raczej deszczowo. A ja znów radosna. Spokój i bliskość zapewniaj tak wiele. Naprawdę nie potrzeba więcej. Za moment. gorąca kawa i...zacznie się kolejny dzień. Chyba pojedziemy na zakupy. Jesień dopomina się płaszcza.
Właśnie się obudziłam. Za oknem szarawo i raczej deszczowo. A ja znów radosna. Spokój i bliskość zapewniaj tak wiele. Naprawdę nie potrzeba więcej. Za moment. gorąca kawa i...zacznie się kolejny dzień. Chyba pojedziemy na zakupy. Jesień dopomina się płaszcza.
Z perspektywy łóżka...
Opatulona kołdrą, wsparta na poduszkach usiłuję zamknąć dzień. Niezbyt zresztą udany. Katar,ból gardła, kaszel przeplatane litrami gorącej wody z cytryną i lekami. Niby trochę lepiej. Z perspektywy łóżka świat złagodniał. Przestałam pędzić. To nawet miłe, kiedy człowiek doświadcza troski ze strony bliskich. I okazuje się,że kiedy zwalniam,nic się nie wali! B
No to jest, jak jest!
Nie wszystko
układa się po mojej myśli, ale chyba nie ma co za bardzo narzekać. Za oknem
słoneczko, cieplutko. Wczoraj wyprasowałam furę lnianego odzienia, więc jest
się w co ubierać. Praca zawodowa jako tako „ogarnięta”, ze zdrowiem też jest
nieźle, a jednak jestem jakaś taka, skwaszona. Cóż, bywa! Bo ja to chyba należę
do tych, co to lubią mieć wszystko pod kontrolą, a jak nie jest to możliwe, to
jest jak jest!
Szybko, coraz szybciej.
Czas biegnie
jak szalony. Jeszcze niedawno był marzec, a tu, proszę, maj! Przejrzałam
garderobę, zamieniłam większość odzieży na lżejszą. Słońca czekam. I ciepła. Żyję
w jednym pędzie. Czytam już tylko przed zaśnięciem. Gotuję na kilka dni,
zamrażam. Szaleństwo. Na nic nie starcza mi czasu. Wszystko robię
powierzchownie, a ponieważ nie może to za bardzo dotyczyć sfery zawodowej,
przenosi się na prywatną. Byle jakie sprzątanie, pospiesznie pranie, prasowanie
raz w tygodniu i tylko tego, co naprawdę niezbędne, gotowanie w międzyczasie. Tak
żyć nie można! Ale zwolnić też nie mogę. Ot, problem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)